Zapewne każdy z Was choć raz widział baletnice stawające na czubkach palców w czasie tańca. Jednak czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak są w stanie tego dokonać? Prawdopodobnie słyszeliście nawet, że tancerze mają twarde buty, jednak puenty to znacznie więcej. To nie tylko narzędzie pozwalające baletnicom uzyskać efekt lekkości i zwiewności na scenie, lecz także czynnik, który ukształtował balet taki, jaki znamy w czasach współczesnych.
Jak powstały puenty, czyli od obcasów i przez druty.
Więc czym tak naprawdę są puenty? Jest to rodzaj twardych baletek, wzmacnianych na czubku i w podeszwie, aby były w stanie utrzymać tancerki na palcach. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że ta forma obuwia, czy nawet sama jej idea, powstała dopiero w XVIII wieku.
Oryginalnie, to jest w XV wieku, tancerze baletu nosili buty na obcasach, co ograniczało ich możliwości i zakres pracy stóp. Dopiero Maria Camargo w latach 30’ XVIII wieku usunęła ze swoich butów obcas, co otworzyło świat baletu na zmiany i rozwój bardziej skomplikowanych i zaawansowanych kroków. Jednak wciąż były to tylko miękkie baletki, niepozwalające na wchodzenie na czubki palców. Skąd więc wziął się pomysł na dokonywanie tego triku?
W 1796 roku Charles Didelot, tancerz i choreograf Paryskiej Opery, stworzył balet Flore et Zéphire, w którym użył systemu drutów podpinanych do tancerzy, które pozwalały im dzięki asekuracji wznieść się delikatnie w powietrze, nadając im wrażenie zwiewności. Osiągnięty efekt eteralności stał się fenomenem i niejako wyznacznikiem samej idei baletu jako tańca. Wielu choreografów i tancerzy zaczęło eksperymentować z różnymi technikami, które pozwoliłyby im wchodzić na czubki palców bez pomocy drutów i osiągnąć pożądany efekt delikatności. W tym czasie wznoszenie się na puent było traktowane jako trik, wykonywany z dużym wysiłkiem i trwającym maksymalnie kilka sekund.
Przełomowym momentem w ewolucji puent był występ Marii Taglioni w 1832 roku w “La Sylphide”, w którym jako pierwsza zatańczyła większość przedstawienia na czubkach palców. Zmodyfikowała ona swoje miękkie baletki, utwardzając ich czubki poprzez zszywanie i cerowanie oraz dołączyła do nich wstążki, które wiązała wokół kostek, co jest wciąż praktykowane przez tancerzy. Jej buty jednak wciąż różniły się od tych współczesnych – główną różnicą był kształt czubków. Puenty Marii były wciąż spiczaste i wąskie w przeciwieństwie do obecnych, których czubki są płaskie i szersze, co umożliwia im nawet stanie pionowo bez oparcia.
Ostateczny kształt puent został wprowadzony przez Annę Pavlovę, która, aby zaoferowć sobie większe wsparcie stóp podczas tańca, wzmocniła podeszwę buta za pomocą skóry oraz poszerzyła jego czubki. W jej czasach takie alteracje zostały uznane za niewpisujące się w pożądaną estetykę i sprawiły, że często robiła je w sekrecie czy nawet usuwała te wzmocnienia ze zdjęć. Z czasem jednak stały się one standardem i tak narodziły się współczesne puenty, które zobaczyć można w niemal każdym balecie, a szczególnie w produkcjach klasycznych.
Całą historię puent można by opisać poprzez pewien cykl, gdzie tancerze wzmacniali swoje buty, by móc osiągać coraz lepsze i trudniejsze kroki, co z kolei wymagało dalszych wzmocnień, co następnie pozwalało jeszcze bardziej przesuwać granice możliwości tancerzy.
Budowa puent, czyli papier, klej i marzenie.
Dużym zaskoczeniem może być materiał, z którego puenty są zbudowane, ponieważ jest to… karton. Czubek, zwany czasem pudełkiem, stworzony jest z wielu warstw kartonu, kleju oraz pasty podobnej do papier-mâché. Musi być wyjątkowo mocny, aby być w stanie utrzymać ciężar tancerki i wesprzeć jej stopy. Podeszwa buta, tak zwana cholewka, także składa się z kartonu utwardzanego klejem, lecz z zewnątrz posiada dodatkową warstwę ze skóry, która podtrzymuje spód stopy baletnicy. Jest ona kręgosłupem buta, która w duecie z utwardzonym pudełkiem i płaskim spodem (tzw. platformą) utrzymuje tancerkę na czubkach palców.

Cały puent (tradycyjnie) jest obity satyną w kolorze różowym, a jego krawędzie dodatkowo zawierają w sobie ściągacz, który pozwala lepiej dopasować but do własnych potrzeb. Co ciekawe, ikoniczne wstążki, które wiąże się wokół kostek, są własnoręcznie przyszywane do puent przez baletnice tak, aby były dopasowane do ich potrzeb i komfortu. Także reszta buta jest dostosowywana przez tancerki poprzez łamanie, zgniatanie czy nawet rozcinanie w odpowiednich miejscach. Może się to wydawać bezsensowne lub destrukcyjne, jednak to właśnie te poprawki umożliwiają właściwą pracę stopy, dopasowaną do indywidualnych zakresów.
Szczególnie warto tu przywołać puenty wybitnej Natalii Osipowej, które dla wielu mogą się wydać ekstremalnie niezadbane, lecz są one dostosowane do niej i doskonale sprawdzają się w jej technice i występach.

Puenty Natalii Osipowej
Ciekawostki:
- Puenty są produkowane własnoręcznie przez profesjonalistów, często z użyciem tradycyjnych technik i wysokiej jakości materiałów, co jest to przyczyną bardzo wysokich cen tych butów. Jest to średnio 300-500 zł (choć są także modele nawet za 800 zł).
- Profesjonale tancerki są w stanie zużyć nawet kilka par tygodniowo (szczególnie w sezonie, gdy odbywa się wiele treningów, prób oraz występów). W najbardziej intensywnym okresie może to być nawet jedna para dziennie. Warto zaznaczyć, że taniec w zużytych, tak zwanych martwych puentach jest ekstremalnie niebezpieczny, ponieważ nie oferują oparcia i mogą prowadzić do kontuzji np. skręconych kostek. Puenty zużywają się ze względu na zmiękczenie poprzez nasiąknięcie potem (są w końcu stworzone z kleju i kartonu) i ogólne osłabienie materiałów.
Wiele baletnic czule nazywa swoje puenty narzędziami tortur, co nie jest wcale dalekie od prawdy. Tańczenie w tych butach jest z początku bolesne i wymaga długiego wzmacniania i wyćwiczenia stóp. Z czasem ból staje się znośny, a wiele profesjonalnych tancerek nawet go nie odczuwa. Dla większego komfortu na palce nakłada się materiałowe lub silikonowe nakładki, które amortyzują i łagodzą ból (tradycyjnie była do tego używana wełna).
Zofia Młyńska
