Należy zrozumieć, że państwo budujemy nie w perspektywie kilkudziesięcioletniej, ale wielowiekowej, co wymusza zmianę naszego statycznego postrzegania geopolityki i podjęcie działań rzeczywiście wielkich i przezornych. Najpotężniejszą bronią, którą mamy do dyspozycji w tej grze, jest zdolność zmiany przeciwnika w sojusznika. Zamiast walczyć „kinetycznie”, co jest bardzo ograniczonym narzędziem, pomóżmy zrozumieć tym, którzy chcieliby nas zgładzić, że jest lepsza droga na świecie.
Jest przecież droga, którą może podążyć ludzkość, urzeczywistniająca obiektywnie dobre rozumienie świata. Zakładam, z samej definicji dobra, że wśród tego bezsprzecznie prawdziwego zestawu wartości, naturalnego dla wszystkich ludzi, znajdzie się pokój i współpraca z bliźnim. „Nie” dla każdej wojny napastniczej i rozwiązywanie konfliktów sprawiedliwie. Uważanie innych za przyjaciół, a nie wrogów. Jednak najpierw muszą ludzie przyjąć takie rozumienie świata zamiast pokutującego w wielu imperiach i aspirujących mocarstwach podejścia siłowego, rewizjonistycznego i ogólnie wrogiego.
I Polska wraz z innymi krajami, pragnącymi zachować realnie trwały pokój, powinna propagować i wspierać taką myśl wśród swoich obywateli i za pomocą swoich obywateli za granicę.
Wpierw, gdyż sam wyścig zbrojeń nie da pewności bezpieczeństwa na lata. Budowanie coraz bardziej śmiercionośnych narzędzi prowadzi do coraz łatwiejszej anihilacji świata, już przecież i tak możliwej. Ale samo „odstraszanie” może być mało skuteczne wobec społeczeństwa wyznającego inny zestaw prawd i wartości, które zakładają przykładowo samopoświęcenie dla swojej misyjnej idei. Ci inni mogą po prostu być gotowi w imię swoich, niespójnych z naszymi, wartości zaakceptować zagładę. Przykładem może być muzułmańska święta wojna – dżihad. Również rosyjska mentalność z jednej strony heroizująca wojujących żołnierzy, z drugiej niezważająca na ich życie i aktywnie korzystająca z „mięsnych szturmów” czy w ogóle podejście do poświęcenia swojego życia na ołtarzu ideologii w totalitaryzmach radzieckim, północnokoreańskim czy III Rzeszy. Nawet jeżeli „nasza” cywilizacja, dzięki owym przekonaniom, w społeczeństwie, które są długofalowo po prostu wydajniejsze, będzie miała jakąś przewagę technologiczną, nigdy nie będzie to oznaczało absolutnej pewności przetrwania. Pokazuje to faktyczne notowanie strat przez stronę amerykańską, zdecydowanie mającą przewagę jakości sprzętu i wyszkolenia ludzi w ostatnim starciu USA – Iran. Zawsze pozostaje opcja, że narzędzia obrony przeciwrakietowej zawiodą i ten jeden pocisk atomowy, jeżeli zakładamy już to starcie ostateczne, zniszczy miasto i cały region. Zatem do utrzymania pokoju zbrojenie za rzymską zasadą si vis pacem, para bellum – chcesz pokoju, szykuj się do wojny – nie wystarczy.
Powinniśmy natomiast krzewić wartości i ideały, gdyż tylko one dadzą gwarancję nieagresji. Przekonanie to wynika z tego, że ludzie zawsze wobec siebie są racjonalni. Człowiek, podejmując decyzję, choćby bardzo złą i głupią, będzie miał poczucie w chwili wyboru, że jest racjonalna. Będzie ona zgodna z tym zestawem przesłanek, które w danej chwili były „w głowie”. Czyli jeżeli przykładowo pobiłem kolegę, gdyż mnie zwyzywał, było to działanie w afekcie i w momencie decydowania o zadaniu ciosu miałem poczucie niesprawiedliwości, niebezpieczeństwa lub uważałem go za gorszego i z takimi danymi było to działanie uzasadnione. Jednak po „ochłonięciu” zrozumiałem, że sytuacja wyglądała inaczej i tak gwałtowna reakcja była jednak bezzasadna.
Niemal zawsze ludzie będą działali w zgodzie z posiadanymi interpretacjami informacji. Tak samo ludzie pod wpływem propagandy, przyjmując błędne dane przez zły pryzmat, będą działać nieracjonalnie z zewnątrz, ale absolutnie logicznie wewnątrz. Podobnie Rosjanie, słysząc o Europie jako zgniłej wylęgarni faszystów, są wobec niej wrodzy i jest to uzasadnione. Jeśli zatem będziemy szerzyć wartości, które są obiektywnie dobre, wpływać na edukację, na proces ich kształtowania u ludzi, będziemy znacznie bezpieczniejsi.
Finalnie zmienić opinię ludzi jest łatwiej niż zniszczyć państwo i zażegnać „egzystencjalne zagrożenie”. Pokolenie zmienia się co 20 lat i każde potrzebuje wyrobić sobie poglądy oraz później je weryfikować. Dostarczając młodym odpowiednie informacje i tworząc u nich obiektywnie dobry sposób odbierania rzeczywistości, będziemy mieć sojuszników. Istotność wpływania na poglądy młodych zauważyło wielu przywódców, również tych robiących rzeczy złe. Akcje germanizacyjne Ottona von Bismarcka czy rusyfikacja na wschodnich ziemiach miały na celu również przekonanie młodych do porzucenia dotychczasowej kultury polskiej. Faktem jest, że się nie udały, ale porażka wynikała ze stosowania złych – agresywnych metod. Słyszymy również o rosyjskiej propagandzie szerzącej się przez media społecznościowe, a więc trafiającej do młodych najlepiej.
Zarzucić idei walki przez „myśl” można jednak niepewność wynikającą z wolnej woli człowieka. Każda osoba ma przecież możliwość wyboru dobra, ale jest też zdolna do wyboru zła. Nawet promując wartości obiektywnie słuszne i szerząc informacje prawdziwe, istnieje jakaś droga do odrzucenia dobrego postępowania. Szczególnie niebezpieczne byłoby to, jeżeli postąpi tak człowiek mający duży wpływ.
Jednak należy stwierdzić, że człowiek jest istotą z natury dobrą i większość ludzi wybierze dobro. Do rządzenia państwem potrzeba natomiast bardzo wielu ludzi, przynajmniej konformistów, którzy biernie będą akceptowali rządy takiej upadłej jednostki. Gdy jednak wartości, które będziemy szerzyć, będą oddziaływały na większość, na masę, mniejszość nie będzie w stanie kształtować owego wrogiego kursu swojego państwa wobec nas.
Inny zarzut opiera się na braku akceptacji naszego wsparcia i walce z nim przez już wrogie państwo. Przykładem miałyby być ustawy o tzw. agentach zagranicznych wprowadzone w Rosji i państwach, na które wpływa: Białorusi czy Gruzji. Jednak działania edukacyjne są skierowane swoim zasięgiem na długie dekady, co w perspektywie czasowej życia ustaw jest zdecydowanie długie.
Mając zatem na względzie całokształt plusów inwestowania w sposób myślenia innych ludzi, należy stwierdzić, na czym miałoby to polegać.
Milenia ludzkich prób dominacji i konfliktów zostawiły po sobie ogrom narzędzi niewłaściwie wykorzystywanych. Po pierwsze, można wspierać szkolnictwo zgodne z promowanymi wartościami. Czas młodości to najlepszy okres do wpływu na człowieka. Po drugie można wspierać religię, której nieobce są owe obiektywne wartości. Wspieranie katolików wobec upadłego dziś moralnie rosyjskiego Kościoła prawosławnego będzie wkroczeniem do walki, którą już podjął Piotr I, etatyzując rosyjskie prawosławie. Po trzecie, gdy powyższe próby zawodzą, a jedynowładza wrogiego już państwa przed nimi się zabezpiecza, zostaje agentura. Niemcom udało się rozwalić carstwo rosyjskie za pomocą Lenina. Ale również kolaboranci na niższych szczeblach byliby dużym wsparciem. Po czwarte, prezentacja naszego prawdziwego wizerunku poprzez dawanie okazji do poznania nas. Sponsorowanie literatury, czasopism, ułatwianie wyjazdów zwykłym ludziom, aby mogli poznać Europę z bliska. Finalnie jakiegoś rodzaju propaganda i finansowe wspieranie oddolnych ruchów.
Oczywiście z całego spektrum możliwości należy korzystać bardzo rozważnie i, co istotne, w ciszy i dyskretnie. Pozwoli to uniknąć wrogich gwałtownych reakcji potencjalnych wrogów, lecz stopniowo wymieni elitę już wrogich nam państw, a zabezpieczy wspólny interes w neutralnych lub przyjaznych państwach.
Ogólnoludzki postęp moralny jest po prostu konieczny po tak spektakularnej serii postępu technologicznego. Inaczej ryzykujemy zbyt wiele.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Zaloguj się lub załóż konto (wystarczy nick i hasło), aby skomentować.