Tadeusz Gwozdecki: Na początku chcielibyśmy serdecznie podziękować za chęć udzielenia wywiadu, za to, że będziemy mogli wykorzystać go w naszej szkolnej gazecie. I - przede wszystkim - za obraz, naprawdę ładny obraz, który oprócz zdobienia, będzie nadawał szkole głębszy sens.

Chcielibyśmy najpierw zapytać, kiedy państwo poczuli, że chcą zostać malarzami? Jak to się zaczęło?


Ignacio: Moja siostra zaczęła studia rok przede mną na Akademii Sztuk Pięknych. Ja nie chciałem studiować na ASP, bo zadawałem sobie pytanie: z czego żyje artysta? To bardzo niepewne zajęcie – bezpieczniej być ekonomistą, nauczycielem czy wykładowcą. Przez 2 lata studiowałem architekturę, dlatego że nie miałem takiej siły.

Pewnego dnia wstałem rano, miałem do przygotowania projekt architektoniczny. Wstałem i mówię do siebie: Słuchaj, Nacho, jesteś głupi: ty lubisz malować, a nie robić projekty architektoniczne. I wtedy podjąłem tę decyzję, nie myśląc o przyszłości, ale żeby robić to co lubię - żeby pójść na ASP.

Już na trzecim roku zacząłem sprzedawać swoje obrazy i po zakończeniu studiów miałem dużo zleceń na pejzaże i portrety. Pomagała w tym pycha ludzka, bo gdy człowiek ma pieniądze, nieraz chce być portretowany. Poznałem wówczas wielu bogatych i wpływowych ludzi z Sewilli i mogłem z tego dobrze żyć.

Ale w pewnym momencie nastąpiło ważne wydarzenie. Poproszono mnie o namalowanie obrazu do pewnej małej kaplicy. Wcześniej nie myślałem, żeby zawodowo zająć się sztuką sakralną. Miałem wrażenie, że to po prostu kopiowanie tego, co było wcześniej. Jednak w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że nie muszę jedynie kopiować. Jeżeli Leonardo da Vinci namalował swoje Zwiastowanie, dlaczego artyści naszych czasów nie mogą namalować go po swojemu?

Dobrze, ale jak się maluje Zwiastowanie?

W tej dziedzinie wszystko było dla mnie nowe. Może i ktoś już namalował scenę Zwiastowania, ale jakich modeli używać mam ja? Jak mają być ubrani? Czy światło ma być naturalne czy sztuczne? To wszystko były dla mnie nowe rzeczy do rozstrzygnięcia. Leonardo da Vinci nie zadawał sobie tego typu pytań, bo żył w epoce, gdy wokół niego naprawdę wielu artystów malowało tę scenę. Dziś sytuacja jest inna, ponieważ przez 200 lat sztuka sakralna nie była kontynuowana. Dlatego trzeba na nowo pewne rzeczy wymyślić.

Dużo więc próbowałem, uczyłem się i malowałem. I choć mogłem wygodnie żyć z pejzaży, zadawałem sobie jednak pytanie: jeżeli ja nie namaluję obrazów do kościoła, kto to zrobi? Miałem doświadczenie, że gdy wchodziłem do kościoła z współczesnymi obrazami, nie pomagały w modlitwie. Uznałem więc, że chcę dorzucić swoją cegiełkę malując takie, które rzeczywiście pomogą ludziom się modlić. Odkryłem, że to część mojego powołania zawodowego. Bo sztuka sakralna nie ma być czymś po prostu ładnym i dobrym technicznie. Ona ma pomóc ludziom zbliżyć się do Boga.

Ważną postacią, która pomogła mi się odnaleźć w powołaniu zawodowym była św. Faustyna Kowalska. Pan Jezus powiedział jej, żeby namalowała obraz. W pewnym momencie myślała, że sama ma go namalować, ale później zrozumiała, że musi się zwrócić do osoby, która zawodowo się zajmuje malarstwem. Wtedy zrozumiałem, dlaczego Pan Jezus tak dużą wagę przywiązuje do obrazu. Bo obraz może zmieniać ludzi. Dzieło sztuki sakralnej staje się narzędziem Łaski. To właśnie mówił Pan Jezus siostrze Faustynie.

Tak, obraz jest o wiele ważniejszy niż nam się wydaje. Można postawić w jakiejś kaplicy wydrukowane zdjęcie. Ale obraz czy rzeźba jest czymś o wiele większym.


Maria Isabel: Gdy zaczynaliśmy malować razem, wyzwaniem było, by połączyć naszą pracę - każdy z nas miał trochę inny styl. Wydaje mi się, że jakoś z czasem to opanowaliśmy. Trzy pary oczu widzą więcej niż jedna para; dzięki temu każda osoba dodatkowo ubogaca obraz. Mężczyźni i kobiety malują w nieco odmienny sposób, każdy człowiek robi to nieco inaczej. Ale dopiero połączenie tego wszystkiego daje najlepszy efekt. Nacho dodaje więcej kontrastów, kobiety mniej. Mężczyźni wolą mniej kolorów, kobiety więcej.

Na początku każdego procesu twórczego każdy z nas ma swoje zadanie. Nacho zwykle dostaje zlecenie i on nadaje jakby główną myśl, robi szkice a klient je akceptuje (lub nie). Ja wtedy szukam modeli, którzy będą pozować. Razem chodzimy po ulicy i patrzymy, się nadaje. Raz właśnie szłam ulicą i zobaczyłam mężczyznę, który bardzo pasował by zostać modelem św. Józefa. Zapytałam się go - zgodził się; zazwyczaj ludzie się zgadzają.

Wtedy tworzymy scenę: z modelami, ze strojami z czasów Pana Jezusa, z określonym światłem. Na początku ludzie są bardzo spięci, ale z czasem się rozluźniają i powstają bardzo ładne sceny.


Ignacio: Mówimy im wtedy, że za to co teraz robią, otrzymają nagrodę w niebie.

Niektórzy modele zdają sobie sprawę z tego co robią, inni nie. Raz mieliśmy taką dziewczynę która miała pozować na Matkę Bożą. I dzień przed stwierdziła, że musi iść się wyspowiadać, przed tak wielkim zadaniem.


Franciszek Boraczewski : Bardzo dziękujemy za odpowiedź. Będziemy rozmawiali o obrazie, więc - wydaje nam się - rzeczą, o którą trzeba zapytać jest tytuł. Trochę dziwnie byłoby patrzeć na obraz, nie wiedząc na co naprawdę patrzymy: czy obraz ma tytuł?


Ignacio: Dwie Trójce - Trójca Niebieska i Trójca Ziemska.


FB: Czy znalezienie odpowiedniego tytułu było wyzwaniem?


Ignacio: Nie, było naprawdę łatwe. To temat, który w historii sztuki się pojawia bardzo często.


FB: Właśnie, chcieliśmy się tu zapytać: dlaczego ten rodzaj przedstawienia, a nie inny? Czy zostali państwo poproszeni o ten konkretnie? Czy możemy doszukiwać się tu pewnej inspiracji obrazem św. Józefa z Kalisza?


Ignacio: To była kluczowa inspiracja. Tak, dostaliśmy bardzo jasny pomysł. Rzadko to się zdarza. Nie chodziło oczywiście o kopię - to miała być jedynie inspiracja do stworzenia czegoś nowego.

Są pewne podobieństwa: pozycja Boga Ojca – jest dokładnie taka sama jak w Kaliszu, kolory też są podobne, schemat jest taki sam. Ale są też różnice, które uważamy za ważne - na przykład wysokość Dzieciątka Jezus. W oryginalnym obrazie jest ono bardzo wysokie. Wydaje się mieć już prawie 12 lat i byłoby raczej dziwne gdyby wciąż było trzymane za ręce. Dlatego Pan Jezus na obrazie szkolnym jest znacznie mniejszy. Zmieniliśmy też inną rzecz: u nas Maryja patrzy na Dzieciątko, w Kaliszu na książkę. Tło – pola - były malowane jako te dookoła Sewilii, ale są podobne do dolnośląskich.


FB: Mieliśmy zapytać o te właśnie łąki.


Ignacio: Udało się doskonale - naprawdę bardzo przypominają tutejszy krajobraz.


TG: Dziękujemy. Mamy jeszcze kilka bardziej technicznych, krótkich pytań o sam proces malowania obrazu. Jak długo zajęło państwu namalowanie tego dzieła?


Ignacio: Zaczęliśmy obraz, potem zostawiliśmy na wakacje. Tego wymaga proces twórczy – aby czasem na chwilę pozostawiać .

Każdy obraz ma jakby trzy warstwy. Najpierw, przed zostawieniem, zrobiliśmy rysunek i nanieśliśmy pierwszą. Druga warstwa to kolory i szczegóły trzecia to już poprawki. Przez pierwszy miesiąc zrobiliśmy pierwszą fazę, zostawiliśmy na wakacje i później jeszcze dwa miesiące zajęły nam dwa ostatnie etapy. Na samym końcu nanosi się lakier.

W trzeciej fazie mieliśmy problem z Duchem Świętym - był za bardzo widoczny, trzeba było go jakoś złagodzić.

FB: W jakiej technice został namalowany obraz?


Maria Isabel: To obraz olejny. Pierwsza warstwa farby jest bardziej rozcieńczona, druga trochę gęstsza i trzecia - najgęstsza.


Ignacio: Płótno jest z lnu belgijskiego.


TG: Czy (oprócz zbyt widocznego Ducha Świętego) napotkali państwo jeszcze jakieś poważne trudności? Co było dla państwa wyzwaniem?


Ignacio: Obraz jest wysoki, wiec trzeba malować na wysokości: cały czas na coś wchodzić i schodzić, żeby zobaczyć z dalszej perspektywy, jak wyszło.

Poza tym musieliśmy zmienić włosy świętego Józefa.


FB: W jaki sposób nanosi się poprawki? Czy można jakoś wymazać farbę?


Maria Isabel: Nie, zawsze nanosi się kolejną warstwę.


Ignacio: Jeżeli trzeba zmienić całą twarz, zamalowuje się ją białą farbą i tworzy całkiem od nowa. Ale nigdy nie wymazuje się farby.


TG: A co państwu podoba się najbardziej, z czego są państwo najbardziej zadowoleni w tym obrazie?


Ignacio: Podoba nam się Święta Rodzina. Obecnie to bardzo popularny motyw:

z całego świata dostajemy zlecenia na Święte Rodziny i dobrze wiemy dlaczego tak jest - bo rodzina jest atakowana.

W moim odczuciu idealizacja Świętej Rodziny, która była (i nadal jest), jest pewnym problemem. Rozumiem, że trzeba zachować pewne misterium postaci - ale czasem idealizacja jest zbyt duża i może nas oddalać od postaci świętych: są w niebie, gdzieś bardzo daleko ode mnie. Kiedy natomiast malujesz te postaci jako bliskie ludziom, to ich dotyka i zawsze budzi zainteresowanie. Przecież Pan Jezus miał konkretną twarz, Matka Boża miała konkretne rysy twarzy. Oczywiście - był Bogiem, ale był też pełnym, doskonałym człowiekiem. Myślę, że to pomaga współczesnym ludziom, by mieć osobisty kontakt z nimi. To również stoi za sukcesem filmów takich jak The Chosen czy Pasja.


TG: Czy tworzenie obrazu religijnego jest w jakiś sposób inne od tworzenia obrazu świeckiego? Czy państwo się modlą, medytują w trakcie pracy?


Ignacio: Ten temat istnieje w tradycji ikony: są rekolekcje, przygotowanie modlitewne. Już jako młody chłopak nauczyłem się, że mogę przekształcić pracę w modlitwę. Chodzi o to, by wykonać pracę najlepiej jak to możliwe po ludzku wiedząc, że mogę tę pracę ofiarować Bogu.

Maria Isabel: Mówi o tym św. Josmaría – aby uświęcać pracę.


TG: Czy osobista relacja z Bogiem wpływa na to, jak Go państwo portretują? Czy jest to raczej inspiracja tym, co już widzieliśmy?


Ignacio: Oczywiście wpływa, dlatego że maluje się osoby, które najbardziej się kocha. Gdybyś malował własną mamę, namalowałbyś najlepiej, jak potrafisz. Tak samo malując naszą wspólną Matkę.


FB: Bardzo mnie zainteresowała kwestia modeli. Czy kiedy maluje się obraz ze świętymi, czymś nadprzyrodzonym – czy jest model, który pozuje na Boga Ojca albo Ducha Św.?


Ignacio: Tak, był taki model. Ba! Nawet trzeba było go zmienić. (Ponieważ wywiad będzie po polsku, ten pierwszy nie będzie o tym wiedział.) Musieliśmy zmienić twarz modela, ponieważ nie przekazywał tego co powinien mieć Bóg Ojciec. Wróciliśmy więc do starego modela, który pozował do poprzedniego obrazu.


FB:Czy często zdarza się, że trzeba zmienić modela?


Ignacio: Pamiętam taką sytuację, że zmieniłem aż siedem razy, ale to był wyjątek. Ostatecznie stanęło na siostrzenicy Marii Isabel. Często jest tak, że szukasz, szukasz.. a rozwiązanie jest tuż obok ciebie. Matka Boża musi mieć twarz całkiem neutralną. Musisz patrzeć i widzieć - o tak, to może być twarz Maryi. Czasem możesz wybrać modelkę, która jest bardzo ładna, ale nakładasz welon i..widzisz, że to nie jest to. Spośród tych, które wybieram na modele, widzę kto może pozować za Matkę Bożą, kto nie. I trudno wytłumaczyć, dlaczego.


TG: Jako autorzy obrazu bez wątpienia najlepiej znają państwo jego dokładne przesłanie. Gdyby mogli przekazać je ludziom, którzy za 5, 10, może 20 i 100 lat będą oglądać go w tej kaplicy, co by państwo powiedzieli?


Ignacio: Tytuł to właśnie Dwie Trójce. Ale jest to tytuł niedokończony, dlatego że brakuje trzeciej trójcy. Może być nią każda rodzina z tej szkoły i złączyć się z nimi. Tak, może to zrobić każda rodzina w szkole.


Tadeusz Gwozdecki i Franciszek Boraczewski

Na żywo tłumaczył ks. Stanisław Urmański